środa, 27 maja 2015

Rodział Pierwszy: "Pierwsze wrażenie"

 Wychodząc z domu i przekręcając klucz w zamku drzwi, nie bardzo zdawałam sobie sprawę z tego, dokąd tak naprawdę się wybieram i jak bardzo może to wpłynąć na moje dotychczasowe życie. Przecież, jak co dzień, zbiegłam po schodach jednej z nowojorskich kamienic i skręciłam w uliczkę, prowadzącą do mojej ulubionej kawiarni. Jako, że lato było w pełni, pokusiłam się o założenie kapelusza. Nie chciałam, żeby ktoś mnie rozpoznał zanim dojdę na rozmowę o prawdopodobnie przyszłą pracę, a że w tłumie można spotkać ludzi na tyle zainteresowanych modą, że nawet mnie mogliby znać. Pomysł z kapeluszem nie okazał się ostatnią głupotą, bo przez kolejne minuty marszu nie usłyszałam ponad głowami przechodniów swojego nazwiska ani usilnych próśb o autografy.
  Wiem jak dziwnie to wszystko brzmi, ale pozwólcie mi wyjaśnić.
Po pierwsze, jestem Caroline i mam 19 lat, a od trzech zajmuję się modelingiem. Brałam udział w różnych pokazach mniej lub bardziej znanych projektantów, nawet miałam sesję zdjęciową do jakiegoś magazynu. Nawet ja nie pamiętam jego nazwy, a to chyba o czymś świadczy... Także, krótko mówiąc, moja kariera niespecjalnie zamierzała ruszyć z miejsca. A przynajmniej do momentu, kiedy w pewien piękny lipcowy poranek otworzyłam skrzynkę mailową i o mało nie spadłam z krzesła, bo dostałam zaproszenie na rozmowę z samą Mirandą Dahl, główną menedżerką Aniołków Victoria's Secret! I żeby było jasne, umówiłyśmy się właśnie na dzisiaj, z czego też nie umiem zdać sobie sprawy... Ale wróćmy do rzeczywistości...
  
   Kiedy moje palce ostrożnie zacisnęły się na kubku z kawą, a gorący smak rozlał się po języku, poczułam jak wraz z napojem do mojego wnętrza napływa spokój.  Podziękowałam Jamesowi, uroczemu sprzedawcy i leniwie spojrzałam na zegar. Miałam jeszcze chwilę na krótką pogawędkę z przyjacielem.
- Więc mówisz, że staniesz się najsławniejszą modelką na świecie? - zażartował, krzątając się za ladą.
- Mam nadzieje. - uśmiechnęłam się, na co on odpowiedział tym samym. Uwielbiałam patrzeć jak to robił. Spoglądał na mnie tylko przez chwilę, bo zajmował się też szykowaniem następnej kawy.
- Może zostaniesz moim menedżerem? - zapytałam, udając, że nie mówię poważnie. Na prawdę tego chciałam.
- Oooo, co to to nie. - zaśmiał się. - Zostanę tutaj i dalej będę się upajał najlepszym zapachem na świecie. Co najwyżej mogę załatwić Ci darmową kawę.

Odeszłam kilka kroków, żeby zrobić ludziom miejsce na utworzenie kolejki.

- Jak sobie chcesz.- zaśmiałam się.- O której kończysz?
- Po 16:00.
- Widzimy się później.
- Pewnie. Wpadnę koło 18:00.
- Okej. Wiesz, będę już uciekać. Chyba się przejdę przed całą tą "rozmową".
- Powodzenia. - skinął mi na pożegnanie, a ja machnęłam wolną ręką.

   Po chwili znów znalazłam się w tłumie i powili brnęłam dalej, przed siebie. Dzień wydawał się być dość spokojny i nawet ludzie, ubrani w garnitury, czy gustowne sukienki, z torbami i aktówkami w dłoniach, spieszący się na pociąg nie mogli tej atmosfery zepsuć. To dość absurdalne myśleć, że o poranku w Nowym Yorku jest spokojnie, ale takie wrażenie właśnie mi się nasunęło. Może dlatego, że nie musiałam przechodzić obok Times Square.  Przyznam, że byłam dziś w tak dobrym nastroju, że nawet potrącanie przez roztargnionych ludzi wcale mi nie przeszkadzało. To niesamowite, co jedna wiadomość może zrobić z człowiekiem.

  Nie minęło więcej jak 15 minut mozolnego marszu, gdy znalazłam się pod samym wejściem biurowca, opatrzonego wskazanym przez Mirandę adresem. Wyrzuciłam pusty kubek po kawie do pobliskiego śmietnika i weszłam po dwóch schodkach prowadzących do ogromnych drzwi. Wnętrze hallu, tak jak cała fasada budynku było bardzo ekskluzywne, jednak nie w głowie mi teraz było przyglądanie się zdobieniom ścian. Za to od razu podeszłam do recepcji, gdzie spotkałam przepiękną blondynkę, ubraną w garnitur.
- Dzień dobry, jestem tu umówiona z Panią Mirandą Mahl.
- Dzień dobry, Pani Miranda jeszcze nie przyszła, ale proszę wjechać winda na 25 piętro. Pod gabinetem czekają również inne kandydatki, więc zorientuję się Pani gdzie on jest.
- Inne kandydatki? - zapytałam na głos, choć wcale nie zamierzałam. - Um, nie ważne, dziękuję bardzo.
Kobieta uśmiechnęła się.
- Powodzenia.

   Na piętrze, pod gabinetem z numerem 290 i plakietką z nazwiskiem odpowiedniej osoby, faktycznie, dziewczyn było sporo. Nie udało mi się rozpoznać żadnej z nich, więc domyśliłam się, że są w sytuacji podobnej do mojej.
Kiedy podeszłam bliżej, praktycznie na to nie zareagowały. Wciąż były pochłonięte rozmowami. No trudno...
Zdjęłam torbę i przylgnęłam plecami do ściany, po której już po chwili zaczynałam się zsuwać, aż zajęłam miejsce na podłodze. Mam nadzieję, że chociaż Miranda okaże się odrobinę bardziej przystępna...

1 komentarz: