poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział Drugi: "Pierwsze podejście"

Miranda musiała przyjść, kiedy akurat wyszłam do toalety. Gdy wróciłam, jedna z dziewczyn właśnie opuszczała jej gabinet z nie specjalnie zadowolona miną. Jak musiało przebiegać to spotkanie, skoro ta piękna blondynka nie została zaakceptowana na samym wstępie. Coś ścisnęło mnie w żołądku, kiedy uświadomiłam sobie, że mogę skończyć tak samo, w zasadzie nawet dobrze nie zaczynając.
  Następna weszła niewiele niższa ode mnie brunetka i spędziła w gabinecie jakieś 10 minut. Wychodząc również nie przejawiała jakiś specjalnie pozytywnych emocji. Później przekonałam się, że większość kandydatek była zupełnie niezadowolona. Wyjątki stanowiły trzy modelki : wysoka i idealnie umięśniona czarnowłosa, egzotyczna piękność, azjatka i blondynka o porcelanowej cerze. Ja miałam wejść po tej ostatniej i szczerze mówiąc, już czułam w powietrzu zapach porażki.
   Korytarz pozostał zupełnie pusty. Nie chciałam, żeby po rychłym wyjściu ktokolwiek widział mój załamany wyraz twarzy. Wreszcie, oderwałam się od ściany, o którą dotychczas stałam oparta, westchnęłam i zdecydowanie chwyciłam za metalową klamkę.
  Moim oczom ukazał się biały gabinet w minimalistycznym stylu. Na wprost mnie stało czarne biurko, a za nim siedziała wyprostowana, rudowłosa kobieta przy kości. Tuż po moim wejściu oderwała wzrok od ekranu komputera. Pewnie miała tam listę wszystkich kandydatek.
Musiałam się teraz zachować profesjonalnie.
- Dzień dobry. - zamknęłam za sobą drzwi.
- Caroline Mills?
- Tak. - podeszłam bliżej i zajęłam miejsce na krześle, naprzeciwko Mirandy. Kobieta zmierzyła mnie wzrokiem.
- Możesz mówić mi po prostu Miranda... Dobrze, powiedz co Cię tu sprowadza.
- Chcę być prawdziwą modelką.
- Dziecko, jesteś prawdziwą modelką. Tylko nie tą sławną. - trochę mnie zatkało gdy to powiedziała.- Dlaczego chcesz być Aniołkiem.
Musiałam sekundę zastanowić się nad odpowiedzią.
- Szczerze? - zerknęłam na Mirandę, bo nie wiedziałam, czy na prawdę tego ode mnie oczekuje.
Przytaknęła.
- Nienawidzę tej grobowej atmosfery innych pokazów. Trzeba iść tak, jakby ktoś zdjął mnie przed chwilą z płonącego stosu.
Miranda ściągnęła usta.
- I nie twierdze wcale, że przydałoby mi się trochę pieniędzy... Ale przede wszystkim chcę pokazywać ludziom jak świetnie wygląda bielizna Victoria's Secret.
- Dobrze. - odparła chłodno. - Ile masz lat?
- 19.
- Świetnie. Odezwę się do Ciebie.
Po tych słowach wstałam, pożegnałam się i wyszłam z niekończącym się natłokiem myśli.

   Dopiero wchodząc do domu poczułam jak bardzo zmęczyła mnie cała ta wyprawa do Mirandy. Odrzuciłam torebkę, która denerwowała mnie przez cały dzień i z ulgą rozsznurowałam ciasno związane conversy. Zanim jednak padłam na kanapę, ruszyłam do kuchni, żeby przygotować coś na ząb. Oczywiście tym czymś była sałatka i kromka przepysznego ciemnego chleba z masłem. Do tego kubek herbaty. Bez niej, żaden posiłek nie jest pełnowartościowy.
   Po szybkim jedzeniu mogłam paść na kanapę i oglądać wszystko co się nawinęło, w oczekiwaniu na przybycie Jamesa.
    Chłopak wszedł do mojego niewielkiego mieszkania dwie minuty po 18:00. Nie musiał pukać. Znaliśmy się na tyle długo i tak sobie ufaliśmy, że ten gest był absolutnie zbędny. Kiedyś nawet dałam mu klucze. Tak na wszelki wypadek. W każdym razie, James stanął w progu salonu, opierając się o framugę.
- Hej, jak poszło?
- Nie mam pojęcia... Powiedziała, że się odezwie...
- Zobaczymy... Gdyby to ode mnie zależało, już miałabyś tą posadę.- uśmiechnął się.
- Pewnie tak. - zachichotałam.- Będziesz tak stał, czy jednak usiądziesz??
- Wybór jest trudny, ale chyba jednak usiądę.
Jak tylko chłopak zajął miejsce obok mnie, zmusiłam się do ostatniego wysiłku i przeniosłam się bliżej obok niego. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej i otoczyłam się jego ramieniem. To było najlepsze miejsce do spędzenia popołudnia i wieczoru - w ramionach przyjaciela.
     Tak więc resztę wieczoru oglądaliśmy różne seriale (znaczy te, które akurat emitowali, bo żadne z nas nie miało ostatnio siły angażować się na dłużej w związek z jakimkolwiek serialem) i filmy. Większość z nich była beznadziejna. Gdyby nie to, że nie chciało mi się ruszać po płyty, oglądalibyśmy teraz coś porządnego.
- Co jutro robisz? - zapytał James znudzonym tonem.
- Nic.
- Pójdziesz ze mną do pracy?
- Coo?? - zaśmiałam się, bo wydało mi się to dość absurdalne.
- Znaczy wiesz... Posiedzieć w kawiarni i tak dalej. - sprostował.
- Pójdę, pójdę... Wolę to od siedzenia tutaj. Ale, żeby było jasne, nie zrywam się o żadnej chorej godzinie.
James się uśmiechnął.
- Poczekam na ciebie.
- To dobrze. - odwzajemniłam uśmiech i znów złożyłam głowę na jego piersi.